|
|
|
XX-lecie międzywojenne : • Wstęp • Umysłowość • Dorobek literacki Europy • Tematy literatury międzywojennej • Liryka • Stefan Żeromski • Maria Dąbrowska • Zofia Nałkowska • Jarosław Iwaszkiewicz • Witold Gombrowicz • Bruno Schulz • Dramat |
Witold Gombrowicz Witold Gombrowicz (1904-1969). Pisarz ten bardziej należy do polskiej literatury powojennej, emigracyjnej, jednak debiutował w 1933 roku zbiorem opowiadań "Pamiętnik z okresu dojrzewania". Utwór został przyjęty ze zróżnicowanymi opiniami. Podobnie rzecz się miała z "Ferdydurke" powieścią wydaną po raz pierwszy w 1937
roku, z rysunkami Brunona Schulza - przez znaczną część ówczesnej krytyki była przyjęta jako skandal literacki.
Postać niezwykle kontrowersyjna, drwiąca z konwenansów i stereotypów.
"Ferdydurke"
W "Ferdydurke" można wyodrębnić 3 części o charakterze fabularnym, 2 intermedia (przerywniki) posiadające charakter rozważań, wykładów. Pierwszy z nich zajmuje obszerny rozdział IV i nosi tytuł "Przedmowa do Filodora dzieckiem podszytego". Narrator wyjaśnia w nim swoje poglądy na znaczenie mitu w życiu społecznym, pisarstwa, ze szczególnym uwzględnieniem formy, pojmowania "Sztuki" i jej praktykowania, wpływu kultury na osobowość
oraz roli "Artysty". Podejmując próbę pogodzenia "formy i bezformia, prawa i anarchii, dojrzałości i niedojrzałości". Rozdział V "Filodor dzieckiem podszyty" jest nowelką opowiadającą o poczynaniach naukowych "profesora Syntetologii uniwersytetu w Leydzie" Filodora i jego przeciwnika, profesora Wyższej Analizy, anty-Filodora. Jest ona oczywistą kpiną z poważnych sporów naukowych, które w gruncie rzeczy o niczym nie rozstrzygają, a kończy się pojedynkiem na kule pomiędzy uczonymi. Drugie intermedium - powiastka
filozoficzna "Przedmowa do Filodora dzieckiem podszytego" poprzedza nowelkę o markizie Filibercie. Narrator nawiązuje do zasady symetrii w kompozycji swojego utworu, uzasadniając tym konieczność pojawienia się kolejnego wykładu. W swoich wywodach parodiuje teorie ciągów
przyczynowo-skutkowych i tzw. logikę zdarzeń, która w rezultacie prowadzi do zupełnej przypadkowości i groteskowego bezsensu. Następujące po owych rozważaniach opowiadanie jest krótką zbeletryzowaną ilustracją nonsensu logiczności zdarzeń.
Pozostałe rozdziały można dopiero nazwać powieścią właściwą, podzieloną na trzy części opowiadające o losach trzydziestoparoletniego mężczyzny, który nie znalazł jeszcze swojego miejsca w życiu. Rozpoczyna ją rozdz. zat. "Porwanie". Bohater budzi się we wtorek, na granicy nocy i świtu z głębokim poczuciem lęku zarówno przed rzeczywistością, jak i własnym wnętrzem. Wspomina o napisaniu książki, która jednak została źle przyjęta, dlatego też postanawia napisać nową (uskarża się na pamięć i dręczące wspomnienia podobnie jak mickiewiczowski Gustaw z IV cz. "Dziadów"). Chwyta więc za pióro..., ale w tym momencie rozpoczyna się akcja mityczna, jakby tocząca się we śnie. Otóż pojawia się postać arcybelfra Pimki, za sprawą którego bohater rozpoczyna swoją podróż.
"Porwany" niespodziewanie pojawia się w szkole. "Upupiony" z "przyprawioną gębą" Józio zasiada w ławce, by stać się członkiem wyizolowanego od rzeczywistości światka. W ten sztuczny świat, który raczy uczniów "zasuszonymi preparatami" poezji Słowackiego i zmusza do podziwu dla gramatycznych reguł łaciny, wdziera się jednak polityka, która dzieli młodzież na obóz "czystych Chłopiąt i sprośnych Chłopiąt". Po pojedynku na miny Miętusa i Syfona, scena kończy się powszechną bijatyką.
Ponownie za sprawą swego przewodnika Józio trafia na stancję u państwa Młodziaków. Nowoczesność inżynierostwa i ich córki szesnastoletniej, pensjonarki Zuty, wzorowana jest na tzw. amerykańskiej modzie braku konwenansów i obyczajów. Jednak Józio szybko odkrywa dwoistość zachowań swoich opiekunów. Dekonspiruje ich, sprowadzając, niby to na schadzkę z Zutą zarówno szkolnego kolegę Kopyrdę, jak i arcybelfra Pimkę. Młodziak na widok profesora reaguje tradycyjnie i sytuacja nabiera po raz kolejny wymiaru kompletnego absurdu i kończy się "kupą", czyli anarchicznym zdekomponowaniem porządku.
Józio i Miętus uciekają na wieś. Tu trafiają do tradycyjnego dworku wujostwa Hurleckich w Bolimowie. Jest to świat doskonale znany Józiowi, obowiązują w nim odwieczne zasady podziału na panów i sługusów, parobków i poddanych. Miętus wnosi w ten światek zamieszanie i doprowadza do kolejnej bijatyki, tak, że i ten krąg ludzkich zachowań ulega zdekomponowaniu. Józio ucieka porywając ze sobą Zosię, wychowankę wujostwa. Ta całą historię traktuje jak sentymentalny romans i planuje wspólne życie. Zostają we dwoje, a autor stwierdza: "nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka".
Tytuł powieści zaczerpnął Gombrowicz z powieści "Babbit" (przejął imię i nazwisko: Freddy Durkee, połączył je, przestawił głoski, z niektórych rezygnując), a oznacza ono po prostu: Nic".
Konstrukcja utworu jest niezwykle precyzyjna i przemyślana, a fabuła jako całość opiera się na groteskowym koncepcie - powrocie dorosłego człowieka do roli ucznia i dziecka.
"Ferdydurke" jest więc:
"Ferdydurke" zalicza się do prozy awangardowej i określa jako tzw. noveau roman. Sprawiają to następujące cechy utworu:
"Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi" - to zadnie jest rdzeniem filozofii utworu.
|
|
|